
Bezdech. Widzę szczyty gór rozpalone słońcem, ubrane w biel. I nie wiem. Czy ustawiać sztalugę, zmieniać obiektyw, czy szukać długopisu. I trwam. W tym bezdechu, z którego ulatuje ten moment. I nie pada na płótno, nie kadruje się, nie zamienia w słów szereg. Wymyka się bocznym wyjściem i nigdy nie wraca. Sztuka wyboru czy wybór sztuki?

No comments:
Post a Comment