agorafobia
Wychodzę z siebie. Za kaucją. Zamykają się za mną ciężkie, zbrojone kraty i stoję odzwyczajona od nieskrępowanych nóg. I nie wiem, dokąd powinnam pójść. Gdy tu wchodziłam, starałam się zapamiętać wszystkie drogi. Przebywając w ciasnej celi potwarzałam na głoś jak litanię po kolei każdą z nich wraz z miejscem, do którego miałaby mnie zaprowadzić. To był taki mój sposób na klaustrofobię. Wychodząc pamiętałam wszystko, jak przed egzaminem z opracowanych wcześniej pytań. I teraz stoję wryta. I teraz mam agorafobię. Wciska me stopy w asfalt i wzrok we własne buty. Dróg nie znam. Cele nieosiągalne. Wszystko wydawało się bardziej poukładane z perspektywy miejsca, w którym brakowało przestrzeni na bałagan czy ślepe ulice.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment